O mnie Góry Bieganie Relacje Trasy  


Anna Celińska - relacje
20.08.2011
Marathon du Montcalm
Relacja Anulki

Bieg górski typu Skyrunnig zaczął mnie interesować już jakiś czas temu, głównie ze względu na moje zamiłowanie do górskiej wspinaczki. Jednakże moja wiedza na jego temat ograniczała się jedynie do definicji przeczytanej na stronie skyrunning.com oraz opowiadań osób, które miały przyjemność brać udział w tego typu zawodach. Aby zrozumieć na czym tak naprawdę polega skyrunning, trzeba go doświadczyć na własnej skórze.

Szczęśliwym trafem Montcalm Marathon, w ramach którego tego roku odbywały się jednocześnie Mistrzostwa Francji w Skyrunningu, były organizowane niedaleko Andory w miejscowości Auzat we Francji, czyli miejsca, gdzie w tym roku spędzaliśmy urlop, a więc nadarzyła się wyjątkowa okazja, aby spróbować swoich sił w tego typu biegu.

Montcalm Marathon jest biegiem typu skyrunning, na dystansie 42km i przewyższeniami +2.900, -2.900 m (suma przewyższeń 5.800 m dane wg SportTracks). Najniższy punkt to 745 m (start i meta), a najwyższy to szczyt 3.145 m n.p.m. Bieg ten jest uznawany za najtrudniejszy maraton górski we Francji.

Profil trasy z Garmina, kilometry są 'skrócone', bo program nie bierze pod uwagę przewyższeń

Start znajduje się w uroczej miejscowości otoczonej górami Auzat (745 m n.p.m.) położonej w Pirenejach Wschodnich na terenie Francji. Bieg zaczyna się wczesnym rankiem, bo już o godzinie 7 rano wszyscy zawodnicy muszą stawić się na starcie (o 6:30 jest tzw. odprawa, na której organizator informuje o ewentualnych trudnościach na trasie). Słońce w tej części Europy wschodzi troszkę później niż w Polsce, więc startuje się jak jest jeszcze lekko szaro.

W dobrych humorach gotowi do startu

Opis trasy: pierwsze 3,5 km pokonujemy asfaltem. Zaraz po starcie biegniemy wąskimi uliczkami miejscowości Auzat (lekko w dół), a następnie droga zaczyna się piąć cały czas lekko do góry. Po pokonaniu asfaltu, wbiegamy w końcu na leśną ścieżkę, przebiegamy przez mostek i zaczyna się dość strome podejście leśną, kamienistą ścieżką (możliwe błoto). Po około 5 km od startu, rozpoczynamy długi, ale płaski trawers, biegnąc po niesamowitych półkach zawieszonych na zboczu góry. Imponujące jest to, że ścieżka jest niezwykle równa, częściowo nawet wyłożona płytami. Ten fragment biegu jest dość nietypowy jak na bieg górski, bo przez te 5 km można trochę poszaleć i rozwinąć dość spore prędkości ;-)

Wyłożona płytami ścieżka jest wygodna, ale czasem trzeba z niej zbiec na ścieżkę o urozmaiconej nawierzchni

Po pokonaniu 11 km zaczyna się mordercze podejście na szczyt Montcalm (3.073 m n.p.m.), na odcinku 9 km do pokonania mamy przewyższenie +1.900 m (ok. 20%)! Na tym odcinku ciężko o płaskie fragmenty, choć takie się zdarzają, ale praktycznie cały czas jest stromo pod górę, na odkrytym terenie (na szczęście rano biegnie się w cieniu, bo słońce przysłaniają góry). Podbieg, jak i również zbieg (powrót jest praktycznie tą samą drogą) jest dość trudny technicznie, jak na skyrunning przystało. Wiele razy trzeba sobie pomagać rękami i szukać dobrych chwytów, oraz odpowiednich stopni na nogi.

Niedługo po wyjściu z lasu podejście robi się trudniejsze
Widok na schronisko i staw - to już za nami
Dalsza wspinaczka
Trzeba szukać chwytów i stopni ;-)
W wielu miejscach trzeba przepraszać biegaczy z krótszego dystansu i turystów
Podejście w stronę przełęczy
Tu jest większa stromizna, niż to wygląda na zdjęciu ;-)
Dobiegam na przełęcz między najwyższymi szczytami maratonu
Widok z przełęczy
Z przełęczy podbiegamy na szczyt Montcalm

Po pokonaniu podbiegu docieramy w końcu na szczyt Montcalm (mnie to zajęło około 3 godziny i 21 minut!). Należy również wziąć pod uwagę fakt wysokości i zmniejszoną ilość tlenu w powietrzu. Na szczycie wykonujemy rundę wokół kamiennego kręgu i zbiegamy.

Upragniony szczyt, wtedy jeszcze nie wiedziałam, że czeka nas wspinaczka na kolejny wyższy o prawie 100 m od Montcalm ;-/, myślałam, że teraz to już tylko zbiegamy
Biegniemy z powrotem
Widok z przełęczy na Pica d'Estats

Chwilę możemy odetchnąć od wspinaczki, ale nogi trzeba trzymać cały czas na "hamulcu", bo czeka nas niezwykle trudny technicznie, ale za to krótki zbieg (zaczynamy też mijać kolejnych biegaczy podchodzących do góry), po czym jednak znów się wspinamy na jeszcze wyższy szczyt o nazwie Pica d'Estats - 3.143 m n.p.m. (najwyższy szczyt Katalonii). Jest on wyjątkowo ciasny i usłany kamiennymi głazami; przy pięknej pogodzie napotkamy tam wielu turystów, uwaga na kije. Na szczycie odwracamy się na pięcie i pędzimy w dół. Czeka nas 20 km zbiegu, przy czym pierwsze 9 km to naprawdę test dla naszych nóg i ich wytrzymałości. Zbieg jest bardzo stromy w trudnym terenie (śnieg, lekkie trudności wspinaczkowe, skały, sypkie ścieżki z kamieniami). Trzeba być cały czas czujnym, tym bardziej, że powoli można odczuwać zmęczenie.

Na szczytach trzeba uważać, żeby nie zderzyć się z innymi biegaczami i turystami
...upał dał w kość chyba wszystkim biegaczom

Po około 9 km wbiegamy do lasu, gdzie zbieg robi się znacznie bardziej przyjazny i mniej stromy. Dobiegamy do drogi asfaltowej i od tego miejsca bieg jest puszczony inną trasą niż tą, którą biegliśmy w stronę szczytu. Na początku biegniemy asfaltem, potem skręcamy na leśne ścieżki o charakterze przełaju (ok. 6 km). Teren jest dość pofałdowany, ale ma swój urok. Czasami wbiega się na asfalt, ale są to relatywnie krótkie fragmenty. Ostatni kilometr to bieg po asfalcie. Przy upalnej pogodzie jest to bardzo męczący odcinek. W tym roku było około 38 stopni.

Następnie dobiegamy do ryneczku w miejscowości Auzat i docieramy do mety. Na mecie czeka nas bardzo bogaty poczęstunek w postaci przeróżnych napojów, rodzynek, suszonych owoców, ciasteczek itp., a następnie przepyszna pasta party, ryż, kuskus, szynka, sery, wino... praktycznie wszystko czego dusza zapragnie.

Ostatnie 50 metrów przed metą
Stolik ze słodkościami przy mecie
Pyszny poczęstunek

Organizacja biegu jest bardzo dobra! Na trasie mamy bardzo dużo punktów żywieniowych, a praktycznie co 1 km jest woda. Obsługa dopytuje się nawet czy nalać wody do bidonu, zwłaszcza w tak upalny dzień była to propozycja nie do odrzucenia ;-) Trasa jest fantastycznie oznakowana. Momentami są taśmy po dwóch stronach ścieżki. W bardziej krytycznych miejscach stoją wolontariusze i kierują. Czas mierzony jest za pomocą chipów wmontowanych w numer startowy. Jest kilka punktów kontrolnych (m.in. na szczycie Montcalm) i trzeba się chwileczkę zatrzymać, aby numer mógł być sczytany za pomocą "paletki" do pomiaru.

Opłata za start, uważam, że nie jest wygórowana (23 euro / 27 euro w zależności od terminu). Na pakiet startowy składa się koszulka techniczna oraz bardzo bogaty posiłek po biegu (pasta party przed biegiem jest płatna i w kosztuje 12 euro).

Limity czasowe są nałożone na kilka punktów kontrolnych i są dość rygorystyczne. Niestety dużym minusem jest problem z dogadaniem się. Personel biegu słabo mówi w języku angielskim.

Rejestracja na bieg jest dość nietypowa. Należy wypełnić odpowiedni formularz zamieszczony na stronie internetowej, wydrukować go, zapakować do koperty wraz z certyfikatem medycznym zaświadczającym o braku przeciwwskazań do udziału w biegu i wysłać pocztą tradycyjną na adres organizatora.

Po biegu można skorzystać z pryszniców znajdujących się na pobliskim kempingu. Nagradzanych jest pierwszych 10 mężczyzn i 3 pierwsze kobiety. W kategoriach wiekowych nagradzani są tylko pierwsi zawodnicy.

W ramach Montcalm Marathon odbywa się bieg towarzyszący Montcalm Novis na dystansie 27 km.

Zwycięzcami 22 edycji Montcalm Marathon, a zarazem Mistrzami Francji w Skyrunningu zostali: Michel Rabat z czasem 4:30 i Stephanie Jimenez z czasem 5:09.

Zwycięzcy Marathon du Montcalm

Nasz start był debiutem w biegu typu Skyrunning. Ponadto było to ostatnie długie wybieganie na zakończenie mini obozu, który robiliśmy w Andorze, w związku z tym jesteśmy zadowoleni z wyników. Robert ukończył na bardzo dobrym 34 miejscu z czasem 5:52. Biorąc pod uwagę fakt, że parę dni wcześniej biegł maraton indywidualny w stolicy Andory, a w końcówce biegu lekko pomylił trasę, czas jest bardzo dobry. Ja natomiast z czasem 5:50 uplasowałam się na 30 pozycji i 4 wśród kobiet. Bieg ukończyło 231 zawodników.


Powrót


(c) 2010 - 2019 Byledobiec Anin