O mnie Góry Bieganie Relacje Trasy  


Anna Celińska - relacje
Zermatt Marathon

Zermatt Marathon zdecydowanie można zaliczyć do tych najpiękniejszych maratonów górskich, które odbywają się w Europie, zwłaszcza ze względu na sąsiedztwo jednej z najsłynniejszych gór świata, Matterhornu, samotnego czterotysięcznika, który posiada jedną z najbardziej majestatycznych brył. Przyznam, że można się na niego "gapiać" cały dzień ;-).

Bieg jest bardzo dobrze zorganizowany. Biuro zawodów znajduje się w miasteczku St. Niklaus, gdzie również mieści się start biegu i jego całe zaplecze. Do St. Niklaus, w przeciwieństwie do miejscowości Zermatt (ze względu na troskę o ekologię w mieście tym jeżdżą tylko samochody napędzane silnikami elektrycznymi i nie da się tam dojechać własnym samochodem, a jedynie pociągiem), można dojechać samochodem i zaparkować na parkingu przy stacji kolejowej St. Niklaus, skąd mamy dosłownie 200 m do biura zawodów. .

Biuro zawodów, oraz całe zaplecze biegu jest świetnie zorganizowane, po szwajcarsku ;-)

Pakiet przedstartowy jest "skromy", dostajemy nr startowy, kupon na pasta party (trzeba jednak dopłacić 5 CHF), chip wmontowany w numer i szykowny worek na depozyt. Bardziej bogaty jest pakiet postartowy, który jednak czeka na nas dopiero na mecie. Wtedy to dostaniemy kultową koszulkę "ZERMATT MARATHON FINISHER" i róg obfitości w postaci batoników, ciasteczek itp. A więc, aby zdobyć koszulkę trzeba się trochę pomęczyć i ukończyć bieg ;-). Organizator w ramach wpisowego oferuje biegaczom darmowe bilety na przejazd pociągiem między Visp a Zermatt przez 3 dni (piątek, sobota, niedziela), co bardzo ułatwia poruszanie się po dolinie. Na pasta party trzeba pojechać do Zermatt, gdzie w rozstawionym na dworcowym ryneczku, namiocie, można zjeść smaczny makaron. Jeśli chodzi o nocleg, to najlepiej zarezerwować coś w St. Niklaus lub w sąsiednich miasteczkach. Zermatt jest zdecydowanie najdroższą opcją. .

Solidna przedmaratońska pasta party

Start maratonu odbywa się na raty. Na pierwszy ogień, o godz. 8:45, idzie tzw. elita, czyli osoby legitymujące się czasem poniżej 3 godz. w maratonie płaskim. Pięć minut później startują dwuosobowe sztafety (każdy ma do pokonania 21 km), a równo o godz. 9:00 na trasę wyruszają pozostali biegaczy. Organizator bardzo dobrze zorganizował strefę startu, jest wydzielony obszar typu "warm up", oraz wyznaczone są strefy startowe, zgodnie z czasami uzyskanymi w maratonie ulicznym - 3:00-3:30, 3:30-4:00, powyżej 4 godz.

Punktualnie, jak w szwajcarskim zegarku, lecimy... Trasa maratonu wiedzie najniżej położoną doliną w Szwajcarii wzdłuż rzeki Vespa (start z wysokości 1.085 m n.p.m.) i pnie się bezwzględnie cały czas pod górę. Na początku biegniemy sobie wąską drogą asfaltową cały czas lekko pod górę, ale również jest kilka wypłaszczeń oraz krótkich zbiegów. Odcinek ten można określić jako lekki cross o zmiennej nawierzchni tzn. asfalt, szuter, leśne ścieżki. Po drodze mijamy urocze miejscowości, w których mieszkańcy stoją przed swoimi domami i mocno dopingują maratończykom. Na ok. 9-tym kilometrze czeka nas dość solidny podbieg po drodze asfaltowej, a na około 1,5 km przed Zermatt'em, w którym to jest półmetek, wbiegamy na leśną półkę zawieszoną tuż na trakcją pociągu, z którego to pasażerowie mogą oglądać rywalizację i kibicować. Ostry zbieg do Zermatt, przeprawiamy się przez tory (niestety z Robertem mieliśmy małego pecha i natrafiliśmy na pociąg i musieliśmy grzecznie poczekać aż się maszyna przetoczy ;-)) i osiągamy półmetek. Za sobą mamy przyjemny półmaraton, ale tak naprawdę prawdziwa górska przygoda zaczyna się dopiero teraz. Na początek 5 km rasowego podbiegu o średnim nachyleniu ok 10%, bez nawet chwili wytchnienia, trasa nie zna litości i cały czas pnie się pod górę. Docieramy do Sunegga Paradise (2.288), chwila wytchnienia lekki zbieg, ale niestety teren jest pofałdowany, więc się zbiega i podbiega. Taki "krosik" po trzydziestu kilometrach, jednak trochę męczy. .

Po 35km bieg staje się trochę uciążliwy... ;-)
…ale jakoś trzeba byledobiec... ;-)

Następnie mocny, ale krótki podbieg i przed nami większa chwila odpoczynku od podbiegania. Do pokonania mamy około 5 km lekkiego zbiegu, na początku wygodną drogą szutrową, potem przez las i trzeba uważać na kamienie, następnie przeprawa przez tory i parę metalowych schodów do pokonania. Dobiegamy do Riffelalp…i teraz czeka nas gwóźdź programu, ostatnie ponad 2 km z przewyższeniem 400m! Odcinek ten jest naprawdę ciężki do pokonania. Zdecydowanie trzeba zachować siły na tę atrakcję. Ostatnie 60 m jest z górki i upragniona meta, podobno najwyżej usytuowana w biegach górskich w Europie (wysokość 2.585 m n.p.m.) :-). .

Profil trasy wg Garmin
Wykres mojego tempa - jak widać w większości truchtałam i spacerowałam, a na końcu umierałam ;-)

Strefa mety jest również dobrze zorganizowana. Do wyboru jest wiele napojów, dostajemy koszulkę Finisher'a, są szatnie, prysznice, masaże, a w restauracji można dobrze zjeść. Organizator wywiesza również wyniki, a ceremonia zakończenia jest szybko i sprawnie przeprowadzona. .

Po prawie godzinnym lizaniu pomaratońskich ran , w końcu mamy siłę, aby się przejść ;-)

Powrót odbywa się kolejką górską, która jeździ pomiędzy Gornergrat (3.089 m n.p.m.) a Zermatt. Po odpoczynku, warto wyjechać jeszcze kolejką na Gornergrat, skąd można podziwiać widoki na ponad 20 okolicznych czterotysięczników. Na szczycie znajduje się również obserwatorium astronomiczne Gornergrat oraz najwyżej położony w szwajcarskich Alpach ekskluzywny hotel o tej samej nazwie. Po tych wszystkich atrakcja zjeżdżamy do Zermatt, gdzie można się udać na pasta party.

Panorama z Gornergrat
Miniaturki zdjęć panoramicznych, które zrobiliśmy w górach nad Zermatt

Jeśli chodzi o dobór obuwia na Zermatt Marathon, to wydaje mi się, że najlepszym wyborem będą buty z niezbyty agresywnym bieżnikiem (można biec nawet w takich jakie przeznaczone są do biegów ulicznych), lekkie, dobrze spisujące się zarówno na asfalcie jak i drogach szutrowych. Zbyt agresywny bieżnik przysporzy nam wiele trudności i zmęczy na odcinkach asfaltowych, których jest w sumie ok 42% całej trasy. Natomiast jeśli chodzi o ubiór, to w przypadku ładnej pogody i braku zagrożenia jej załamania, spokojnie można biec na "krótko" (organizator zapewnia przewóz depozytów na metę), jednakże przy niepewnych prognozach, warto zaopatrzyć się w lekką kurtkę lub bluzę na odcinki położone wysoko w górach, gdzie temperatura może oscylować w granicach 5-0 stopni. Punkty odżywcze ulokowane są co 5 km i oferują, wodę, banany, izotoniki, żele, gąbki namoczone wodą oraz gorący doping wolontariuszy ;-)

Wyniki pierwszych dziesięciu zawodników i zawodniczek w 2012 roku:
Mężczyźni:
1. Michieka Paul Maticha - 2:59.54,9
2. Wieser Patrick - 3:07.58
3. Dupont Jean-Christophe 3:11.36
4. Frick Gerd 3:13.19
5. Kovacs Adam 3:21.40
6. Rognon Alexandre 3:22.53
7. Schmid Martin 3:24.54
8. Jeanneret Patrick 3:27.06
9. Trincheri Lorenzo 3:30.36
10. Raistrick Paul 3:34.12
Kobiety:
1. Gassmann Bahr Daniela 3:29.13
2. Camboulives Aline 3:33.39
3. Nunige Jasmin 3:43.51
4. Hawker Lizzy 3:46.22
5. Haldimann-Riedo Angela 3:52.44
6. Celinska Anna 4:01.04
7. Reiber Carolina 4:02.17
8. Mertova Michaela 4:02.25
9. Müller Britta 4:03.33
10. Gordon Claire 4:06.06

Rozkład wyników uzyskanych przez kobiety - jak widać po wykresie najwięcej kobiet dociera do mety w czasie 4:50-5:50, opracowanie: A. Celińska

Rekordzistą trasy jest Jonathan Wyatt, który w 2009 wykręcił czas 2:57, natomiast kobiecy rekord padł w tym roku i ustanowiła go bardzo doświadczona 48-letnia szwajcarska biegaczka Daniela Gassmann, uzyskując czas na mecie 3:29! Jeszcze na półmetku była druga, niecałe 20 s za Francuzką Aline Camboulives, jednak Daniela uzyskała przewagę w drugiej połowie biegu, wygrywając maraton z ponad 3 min przewagą nad Aline.

Na pierwszym planie, Daniela Gassmann Bahr, rekordzistka trasy (3:29) i tegoroczna triumfatorka Zermatt Marathon, nadzwyczajna 48-letnia Szwajcarka

Zermatt Marathon jest na pewno takim biegiem, na który warto się wybrać i przy okazji poświęcić trochę czasu na zwiedzenie okolic. Wyjątkowość tego maratonu polega głównie na tym, że mamy tę unikatową "przyjemność" podbiegania praktycznie przez 42 km, co wcale się nie zdarza tak często w biegach górskich długodystansowych, a co wysysa z naszego organizmu ostatnie siły witalne... Warto doświadczyć takich emocji ;-)


Powrót


(c) 2010 - 2019 Byledobiec Anin